Aktualności

Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

Dzielnicowy z Ursynowa zapobiegł tragedii na torach

Data publikacji 14.09.2009

Dwóch pracowników ursynowskiej nastawni nie chciało wpuścić dzielnicowego do środka służbowego pomieszczenia. Zaglądając przez okna z zewnątrz, mundurowy nie miał wątpliwości, że dzieje się coś niepokojącego. Suto zastawiony stół mówił sam za siebie. Pomimo tego, że żaden pociąg od kilkudziesięciu minut nie przejechał w tym miejscu, szlaban był opuszczony i wstrzymywał ruch pieszych i innych użytkowników tej drogi. Dzielnicowy musiał wszystkim się zająć. Kiedy zapory poszły w górę, auta ruszyły przed siebie. Nie zostały opuszczone kiedy nadjeżdżał skład towarowy. Na drodze jego stanęli kierowcy i rowerzystka z małym dzieckiem. Na szczęście nie doszło do żadnej tragedii w tym miejscu. Dzisiaj o losach 51 i 58-letniego mężczyzny zadecyduje prokurator.

Wszystko rozegrało się zaraz przed 14:00. Dzielnicowy z Ursynowa kontrolował swój służbowy rejon. Jak inni użytkujący oczekiwał na pozwolenie jazdy przez przejazd kolejowy. Szlaban był opuszczony i wszystko wskazywało na to, że za chwilę tamtędy przejedzie pociąg. Do radiowozu podszedł zdenerwowany mężczyzna prosząc mundurowego o zajęcie się całą sprawą. Od kilkudziesięciu minut rogatka była opuszczona, ale żadna maszyna po torach nie przejeżdżała. Najprawdopodobniej to nie pierwszy przypadek na tym przejeździe. Zaniepokojony obrotem sprawy funkcjonariusz postanowił skontrolować całą sytuację.

Policjant zachowując wszelkie środki ostrożności, przeszedł przez tory i podszedł do nastawni. Przez okno zauważył dwóch mężczyzn siedzących przy suto zastawionym stole. Alkoholu mundurowy nie zauważył, ale podejrzewał pracowników o jego spożywanie. 51 i 58-latek nie chcieli rozmawiać z dzielnicowym. Nie chcieli go także wpuścić do środka. Dopiero po blisko pół godzinie od zamknięcia zapory przejechał tamtędy skład osobowy do Radomia. Szlaban poszedł w górę a zniecierpliwieni już kierowcy ruszyli przez siebie. Przeraźliwy odgłos rozległ się po okolicy. Nadjeżdżał bowiem kolejny, tym razem towarowy pociąg, a na przejeździe znajdowały się samochody i rowerzystka z małym dzieckiem. Pracownicy nastawni nie opuścili szlabanu, aby uniemożliwić samochodom i kobiecie. Cudem nie doszło do tragedii na tym przejeździe. Po chwili na miejscu byli kolejni dzielnicowy, którzy do przyjazdu uprawnionych i odpowiedzialnych pracowników uniemożliwili ruch w tym miejscu.

Przypuszczenia policjanta okazały się zasadne. Kiedy wszedł do pomieszczenia nastawni wewnątrz panował nieład i czuć było woń alkoholu. Okazało się, że 51 i 58-letni pracownicy, którzy odpowiedzialni są za bezpieczeństwo w ruchu kołowym byli pijani. W organizmach mieli po blisko 1,5 promila „procentów”. Dzięki natychmiastowej reakcji dzielnicowego z Ursynowa nie doszło do tragedii. Zatrzymani nie unikną jednak odpowiedzialności za swoje zachowanie. Dzisiaj o ich losach zadecyduje prokurator. Mogą usłyszeć zarzuty za swoje nieodpowiedzialne zachowanie. Kodeks karny za tak poważne naruszenie zasad prawa przewiduje karę nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

ao
 

Powrót na górę strony